Wilki

 

szare_wilki

Liczba miejsc we frakcji: 8 (Errata: tak, w tym również role kobiece.)

#gang #prawo_silniejszego #niezależność #siła #próba

Wiele słyszałeś o Wilkach, co, przyjacielu? Za kolejeczkę opowiem ci więcej i wreszcie usłyszysz choć trochę prawdy o bajkerach.

To grupa zmotoryzowanych, twardych kolesi i lasek. W większości motocykliści, choć nie brakuje im innych pojazdów, jak jeepy czy ciężarówki. Krążą legendy, że mają też jednego sprawnego osiemnastokołowca, w którego naczepie chowają dobytek i arsenał, choć bardziej prawdopodobne jest, że trzymają ekwipunek w kryjówkach rozsianych po całym terenie, który uznają za swój.

To, że są twardzi, nie oznacza, że to banda bezmózgich brutali, wręcz przeciwnie - nie tak łatwo dostać się do tej grupy.

Przywódcą jest facet, który porzucił robotę cenionego ochroniarza lub wojskowego w Mieście. Podobno na rzecz wolności, bezdroży i niezależności, ale niektórzy twierdzą, że kryje się za tym jakaś głębsza historia. Tak czy inaczej Basior, bo tak go przezywają, to wyjątkowo bystry gość, który zebrał wokół siebie podobnych mu specjalistów - byłych żołnierzy, medyków, mechaników, czasem uciekinierów przed prawem, czasem przed przeszłością. Pod przewodnictwem Basiora bajkerzy szybko zdobyli pozycję jednej z najbardziej liczących się band okolicy. Poza tymi, którzy porzucili miasto lub zostali z niego wydaleni, do grupy dołączyło też kilku samotnych jeźdźców bezdroży i gromadka ludzi z wiosek, które Wilki "ochraniają". Opanowany i łebski przywódca zdaje sobie sprawę, że faktyczna ochrona a nie terror zyskają im znacznie więcej. Dlatego z wioskami mają umiarkowanie pozytywne układy, niemniej każdą oznakę niesubordynacji karzą surowo i bez pardonu.

Poważne konflikty czy decyzje w grupie rozwiązywane są głosowaniem - nie wiem do końca jak to działa, ale używają amunicji.

Klimat gangu motocyklowego, trochę oddziału wojskowego, poczucie braterstwa i wolności. Miasto jest dla nich za ciasne i zbyt ograniczające, wioski - zbyt słabe. Wolność jest ich wartością nadrzędną. Wiedzą też, że podstawową miarą w życiu jest siła, dbają więc o jej zwiększanie, momentami otaczając kultem (rytuały przejścia i wyzwań). Nie stronią od rozwiązań siłowych i brutalności - "Słabe szczenię w miocie nie przeżywa" - nie są to jednak pozbawieni zahamowań psychopaci, którzy żyją dla rozwałki. Ubierają się w skórzane, ale wygodne ubrania - wiedzą, że muszą budzić strach, ale nigdy nie popadają w przesadę, śmieszność, czy cokolwiek, co mogłoby zmniejszyć ich efektywność podczas potencjalnego konfliktu.

Dzień grupy zaczyna się od rozgrzewki, wspólnego posiłku, sprawdzenia broni, sprzętu, pojazdów. Dbanie o kondycję i podtrzymanie zdolności bojowych jest na porządku dziennym. Grupa robi objazd po swoim terenie, zatrzymując się w wioskach na jedzenie, jeśli akurat mieszkańcy coś świętują, zdarza się im zostać na dłużej. Weryfikują również wszystkie plotki, pogłoski, anomalie - dbają o spokój na swoim terytorium. Czasem to kwestia sprawdzenia, co porywa bydło, czasem pokaz siły wobec krnąbrnych przywódców lokalnych społeczności, czasem pomoc gangowego mechanika przy traktorze, czasem egzekucja.

Grupa organizuje też rytuały przejścia, które każdy członek musi przejść w pewnych odstępach czasu, aby stać się pełnoprawnym Wilkiem. Do tego w dowolnych momentach gangersi rzucają sobie wyzwania - szybkości, siły, celności, odwagi. Każde wyzwanie musi jednak zostać zaaprobowane przez Basiora

 
 

WALKA O PRZETRWANIE

 

Dwójka ludzi dysząc przedzierała się przez gęstwinę nocnego lasu. Ciemność, gałęzie, wystające korzenie i nierówne poszycie utrudniały ucieczkę. Biegli jednak jakby od tego zależało ich życie. Bo tak, w istocie, było.

Wreszcie, po nieprzerwanym, kilkunastominutowym biegu, zziajani, podrapani i przerażeni, runęli w wykrot. Zostali tam, ubrudzeni ziemią, desperacko łapiąc oddech.

- Co to, do diabła, było? – kobieta odezwała się pierwsza, ochrypły, drżący głos zabrzmiał dziwnie w niepokojąco cichym lesie.

- Nie wiem – wysapał blady mężczyzna ścierając z twarzy błoto i liście. – Ale widziałaś, co zrobiło z Byczym.

- Nie mam pojęcia co widziałam. Ja pierdolę, co tu się dzieje? Nie tak to wszystko miało wyglądać. Basior mówił o szybkiej kontrolnej wizycie, zapowiedzi przyjazdu stada, pokazaniu się, to wszystko. Nie było mowy o… o czymś takim.

- Nie było. – skinął głową mężczyzna, odkrywając, że lepka maź na policzkach to jednak nie błoto. W powietrzu unosił się metaliczny zapach krwi. Zapach, który sami tu przynieśli. Uderzyło go wspomnienie sprzed niespełna pół godziny, a ciałem wstrząsnęły dreszcze. – A może… Myślisz, że Basior wiedział, że coś takiego tu jest? I wysłał nas, świeżych, żeby sprawdzić? Taką przynętę? Na odpał?

- Bredzisz – warknęła. – Po tym, ile musieliśmy się namęczyć, żeby do nich dołączyć? Poza tym… Nie wysłałby z nami Byczego. On jest… był ze starej gwardii. Ja pierdolę, przecież to był dwumetrowy chłop, widziałam jak sam obsługiwał wuelkaema, ciężarówkę podnosił do zmiany koła, a… a… Tak po prostu go… - urwała, nagle zdając sobie sprawę, że jej twarz też jest zbryzgana krwią.

- No właśnie. W tym rzecz. Według Basiora, tu mieli żyć prości, w miarę łagodni ludzie. Wspominał coś o byciu ostrożnym i żeby nie kozaczyć, ale myślałem, że chodzi mu po prostu o to, że ci ze wsi mają swój honor, godność, zasady. Skoro wiedział, że coś takiego się tu odwala, to dlaczego…

- Gówno wiedział – przerwała mu. – On i reszta gówno wiedzą. Po to był ten cały podjazd, to my mieliśmy się dowiedzieć. A teraz musimy zanieść tę wiadomość z powrotem. Musimy. Jesteśmy to winni Byczemu.

Wstała, z determinacją poprawiła skórzaną kurtkę. Pomogła wstać towarzyszowi, udając, że nie widzi jak trzęsą mu się ręce. Trzeba było wydostać się z tego cholernego gąszczu, okrężną drogą dotrzeć do miejsca, w którym zostawili motocykle…

Krzaki zaszeleściły obok nich. Odwrócili się błyskawicznie wyjmując broń.

W lesie rozbrzmiały krzyki dwojga ludzi. A potem znów zapadła dziwna, niepokojąca cisza.